środa, 23 kwietnia 2014

Wirek

Cześć!
Tak więc, jestem już po części humanistycznej, o dziwo jestem bardzo, bardzo zadowolona, oby tak samo było... na wynikach ;)
Jutra, nie ukrywam, trochę się boję - przyroda + mat, ale jakoś będę musiała sobie poradzić ;D

Postanowiłam trochę powspominać moje pierwsze słoneczko - Wirka :)

Poznaliśmy się już bardzo dawno. Początkowo chodził w szkółce, następnie kupiła go moja koleżanka. Do tej pory nie wiem, ona z resztą też, dlaczego to zrobiła... :P

Zawsze dużo lepiej jeździło jej się na innym koniu, ale stało się - nasze drogi się rozeszły. Następnie koń wrócił do naszej stajni. Jego stan słabo wspominam...
Jako mała dziewczynka dość mocno to przeżywałam, nie wierzyłam, że to ten sam Wirek, że teraz znowu wsiądę na jego grzbiet (ale sołp opera xd).

Nauczył mnie wszystkich podstaw.

Szczerze? Tak opanowanego, zrównoważonego ( no i co sięz tym wiążę, zamulonego...) konia nie spotkałam, nie spotkam!
Idealny zwierzak dla takiej głupiej, małej, co to myśli, że wszystko wie ;)

Był to pierwszy koń, którego coś nauczyłam. Czegoś banalnego, bo wyciągania nóżki, ale było to w moich oczach bardzo ekscytujące!



Kolejne wydarzenie, które pamiętam ja, jak i chyba każdy z naszej stajni, to pewien hubertus i zabawa pony games (w której startował tylko jeden kucyk ,ale co tam :D). Ostatnim zadaniem była wykonanie jak najszybszego kółka galopu/ Trochę się załamałam, bo ja to demona prędkości raczej nie dosiadałam, a bardziej... osiołka.
A proszę państwa, jak się chłopak popisał...






W końcu do tego doszło, koń na sprzedaż. Sama nie widziałam, że to się uda.
Dnia 2 lutego stał się nasz :)
Jako takiego "swojego" przy sobie miałam go nie długo, bo jakieś... 2/3 miesiące.

Pojawił sie problem - za chudy. Wirek wówczas był już to straszy pan, problemy z masą ciała na pewno nie były dla niego zbyt korzystne...

W tym czasie jednak zaliczyłam swoje pierwsze.... zawody!
Czyli zaczęłam pokazywać, jak bardzo nic nie umiem ;) Nigdy nic mi nie wyszło. Zawsze zrąbie wszystko, choć nie wiem jak by mi super szło na treningu.
To przykre uczucie :P


Mini LL, Wirek był bardziej zestresowany niż ja :(


 <-- moi kibice :D


NIE BYŁO GLEBY!
Ostatnio oglądałam ten przejazd, uznałam, że jestem geniuszem :D




























 Błędy młodości, czyli wypinacze.
Wtedy lonżowanie było dla mnie takie
"WOOOAAAH" :)

 Zdjęcie zrobione dzień po zakupie :)


Pierwsze próby ujeżdżeniowe :D









Wyjechał.

Na jego miejsce przyjechała Kurara, i tutaj zaczyna się kolejna część historii, którą opowiem... kiedyś :)


No to na tyle, w sumie... :)
Znalazłam zdjęcia z 2011 roku na Nikodemie, więc skoro jesteśmy już w temacie przeszłości...
Powinny pojawić się za jakiś czas :)

5 komentarzy: