środa, 7 maja 2014

Rzepak, kucyki i gościnnie koniowaty

Cześć i czołem.
Dzisiejsza notka będzie miała bardziej charakter "fotorelacji", ponieważ nie będę dodawała kolejnych opisów z pozoru.... tego samego :)
Udało mi się w ostatnim czasie zdobyć kilka fotek, więc się z Wami nimi podzielę.


Po rajdzie, czyli w sobotę kucyki miały dzień leniucha, można powiedzieć też, że modela.
Wybraliśmy się na szybką sesję w rzepaku - zawsze takowej pragnęłam ;D.

Wszystko wyszło fajnie, a oto kilka efektów:




Następnie z racji tego, że mieszkam bliziutko stajni, wpadłyśmy do mnie. 


Jako i wiadome jest, że w naturze występuje nienaruszona równowaga, małe kucyki odpracowały wolne dużych - korzystając z ustawionego szeregu i tunelu, poskakały luzem.
Efekty? 




Jako że zawsze byłam krezji wsiadłam sobie na chwile by przypomnieć sobie co to znaczy dębowanie (y)


Kucyki górą!
Jak widać.

Wczoraj miałam dwa treningi skokowe, kucykowo baaaardzo pozytywnie!
W końcu jakiś progres, niedługo czas podbijać parkury. 
Ale to powoli, mamy czaas, no nie? :D

Z owego wydarzenia zdjęć nie mam (chcę Was zaskoczyć ogromną zmianą!) <- taaa.... :D

Za to mam gościnnie zdjęcia na Krezusie.
W końcu poskakałam sobie dość wysoko.
Było... dziwnie :D Całkiem inaczej niż na kucyku, no i tak trochę... łatwo!
Ale bardzo bardzo mi się podobało.
Gdybym miała jeszcze szansę sobie coś z nim porobić, było by miło :3


W piątek planowane są luźne skoki Amora i Nikodema.
See U.

PS. Mam pomysły na innego typu notki, więc będzie ciekawie, zapraszam ponownie :D

piątek, 2 maja 2014

Rajd!

Także widzimy się już po rajdziku. Jestem wykończona!
Ale szczegóły już za chwile :-)

To co? Od początku?

Wyjazd był w czwartek, czyli wczoraj. Swoją drogą, wydawało mi się, że nie było nas co najmniej tydzień... 
Do stajni przyszłam ok. 10. Przygotowanie konia do drogi zajęło mi stosunkowo krótko. 
Do siodła przytwierdziłam płaszcz przeciwdeszczowy i butelkę z piciem. Jak? Sznurkami od balota! W końcu... w przyrodzie nic nie ginie, no nie? 
No i naturalnie cały potrzebny na drogę sprzęt. 




Zaczęło się. Droga była długa i pełna... emocji? 

Ze stajni wyjechaliśmy pięcioma końmi, po drodze dołączały do nas kolejne stajnie-grupki. 
Albo my do nich. 
Pierwszy postój był chyba najdłuższy. Konie pojadły trawy, my kanapki, czekając na kolejne konie.

Z każdą kolejno dojeżdżającą do nas grupą robiło się ciekawiej.
W końcu, gdy było nas już:

Czyli ponad 20 koni (choć sama nie wiem ile ich było o.o)
Na początku postanowiłam się trzymać na końcu, aczkolwiek kucyk raczej miał inną koncepcje... 
Więc wylądowaliśmy na początku :D
Kucyk spisał się na medal (y)


\Muszę powiedzieć, że taka ilość koni jednak na pojedynczą jednostkę to wrażenie NAPRAWDĘ ROBI. 
Nie miałam jakiś większych problemów z kucykiem, prócz nawalania wszystkich z zadu, no i ewentualnie
tych bryków po tym, jak całe stado zaczynało cisnąć... :D

W sumie tak ryzykownie było tylko raz, gdzie chłopak porządnie zaprezentował swój nastrój (y).

Mi i tak najbardziej podobał się moment, gdy wszyyyscy schodzili na koniach z takiej wielkiej góry, a ja... zeszłam sobie piechotką xD
No co!
Przezorny zawsze ubezpieczony. :D
Swoją drogą, Nikodem i Amor zyskali wielu fanów, byli wychwalani na każdym kroku (y).


Jestem z kucyka naprawdę bardzo zadowolona, że tak ładnie nad sobą panował. 

Po jakimś czasie moje plecy zdążyły się zorientować, że to nie jest ich ulubiona "pozycja", zaczęło trochę protestować, ale... co zrobisz? Dałam radę :D

Postoje uratowały mi życie :3
Wracając do drogi. Przebiegła pozytywnie! Ale szczerze nie pamiętam, by mi się ostatnio jakikolwiek planowany wyjazd nie podobał... :D

Dojechaliśmy wszyscy szczęśliwie do miejsca nocowania.
Kucyki stanęły sobie w jednym boksie, jak to nie raz już bywało i były bardzo zadowolone :)
Zostały wtarte, napojone.

My tym czasem zajęłyśmy się sobą.

Muszę przyznać, że nadchodząca noc trochę mnie przerażała, bo spać miałyśmy na... sianie.

Co oczywiście doszło do skutku. Nie były to hotelarskie wygody, ale zawsze to jakaś przygoda.
Całą noc słuchałyśmy o zaginionym śpiworze, który był pod głową właściciela... tak, była impreza :D

Spanie wyglądało tak:

Uwielbiam moment, w którym koń zajrzał mi kilkakrotnie do śpiwora, wąchając i liżąc mnie po twarzy...
Cezar (y).
Albo wtedy, gdy położyłam się spać, by to szybko minęło, budzę się, mówię "no, to połowa już na pewno za mną", a to minęło... PÓŁ GODZINY!!!
eh.
Do kucyków w nocy wstawałam chyba ze 3 razy. Punktualnie dostały też jedzonko. 

Droga powrotna minęła już naprawdę OK. Było wolno (prócz ciągłego caplowania), spokojnie i krótko.

W drodze powrotnej wymyślałyśmy sobie Challenge... xD

KTO ZROBI WIĘCEJ TAKTÓW KŁUSEM NA STOJĄCO?

W sumie nie mam już co opowiadać.
Podsumowując:
BYŁO SUPER :D
Po rajdzie przyszłam i dosłownie padłam... dobra no, może nie dosłownie, ale prawie. 

Teraz kucyki będą miały kilka dni wolnego i pielęgnacji kopyt.
Jutro, jeśli nam się uda, planujemy fajne zdjęcia :)

bywaj.