wtorek, 26 sierpnia 2014

Poczuć na własnej skórze

Dziś przyszedł dzień, kolejny dzień gdy mam o czym pisać. Jak już pewnie większa część z Was zauważyła, wraz z Nikodemem braliśmy udział w treningu na przeszkodach crossowych.
I znowu to fajne uczucie, że kiedyś tylko z miłą zazdrością i podziwem patrzyłam na pewne rzeczy, jakie robili pewni ludzie, a teraz sama mam szczęście tego doznać. :)
To naprawdę motywujące.


Wracając do tematu dzisiejszego wpisu - długo planowany wyjazd na Sopocki Hipodrom wszedł w życie. Wybrali się na niego członkowie kucykowego teamu, czyli ja z Nikodemem i Aga z Amorem. Nieśmiało dodam, że jesteśmy bardzo przywiązanym do siebie zespołem ;)
Do tego, skromnie jak zawsze dodam, że chyba najbardziej "ruszającym się", czyli wszędzie nas pełno, nawet tam, gdzie nas nie ma.



Dzień zaczął się od czyszczenia i pakowania poniaków do przyczepy. Dojechanie na teren Hipodromu poszło nam szybko i sprawnie. Nie ukrywam, że po drodze miałam lekkie bóle stresowe w brzuchu... :)


Jako, iż my się nie ceregielimy, rozprężenie rozpoczęłyśmy od razu na otwartej przestrzeni. Dzięki temu mogłyśmy zapoznać się z torem, no i ewentualnie namierzyć jakie przeszkody byłyby w naszym zakresie. A było ich nawet całkiem sporo :)

Pierwsze, z czym musiałyśmy się zmierzyć, były to wjazdy i podjazdy pod górkę. Było całkiem zabawnie.
Naturalnie ja, jako zwolennik wolnej jazdy (hahaha) zrobiłam trochę wielkie oczy, gdy uświadomiono mi, jakie to ma być tempo... :D
Następnie podeszliśmy do skoków i zeskoków. Nikodem na początku średnio wiedział, że ma po prostu z tego zejść w systemie "przód, potem tył" (z resztą ja też nie lepsza), w efekcie czego...

Sorry, my little boy.

Potem skakaliśmy, zamiast zeskakiwać... 

Ogólnie był to etap gdy byłam nastawiona na jazdę "do tyłu".
Jeszcze kilka zdjeć:



\
Dobra, koniec failów xD

Następnie wzieliśmy się już za skakanie, takie prawdziwe skakanie. Właściwie to szło nam całkiem nieźle :D
Nikodem był bardzo dzielny i chętny do skoków. Można by wręcz rzecz, że w swoim żywiole :)
Dla niego to również na pewno ciekawa odmiana. Dzięki takim przeżyciom ( a przeciągu wakacji było ich bardzo wiele, i co fajne, w różnej postaci) możemy zgrać się coraz bardziej. 
Kontynuując. 



Ostatnie zdjecie jest moim ulubionym. Czuję tu taką moc, taką siłę! 
Niesamowity dzień. 

ciśnij świat przelew swoich

myśli, zdobądź szczyt, któryś sobie wyśnił. 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Powrót i wielkie rzeczy małych "ludzi"

Witam Was,
mam ochotę coś tutaj skrobnąć.
Ostatni post był dość dawno, nie do końca wiem, na czym skończyliście :)



Podczas tych 3 miesięcy działo się naprawdę DUŻO.
Było fajnie, wiele nowych przeżyć, barwnych przeżyć.
O tym za chwilę - myślę, że dowiecie się chociaż części :)












Razem z Nikodemem uczestniczyliśmy w konsultacjach prowadzonych przez Darię Kobiernik. Początkowo plan był taki, aby jechać tam na 1 dzień, 1 trening. Ostatecznie jednak wyszło tak, że konie nocowały w La Scalli, ośrodku, w którym odbywały się zajęcia, a następnego dnia mieliśmy kolejny trening.























Dziś pierwszy był dniem zapoznawczym - Pani Daria poznawała jeźdźców i konie, a jeźdźcy i konie ją.
My byliśmy jedną z ostatnich par. Nikodem bardzo spodobał się zarówno widzom, jak i samej Pani Darii :)

Tego dnia poznałam takie Sandrę, wielu z Was może kojarzyć ją z fp Lazo Cas. Cieszę się, że w końcu się udało, ogólnie uważam przyjazd całej ekipy za niesamowity "fuks".

Na szkoleniu panowała mega miła i rodzinna atmosfera, co za pewne jeszcze ugruntowało moje bardzo pozytywne odczucia i ocenę tego wydarzenia.




Kolejnego dnia mieliśmy z kucem trening skokowy, uważam, ze wypadliśmy całkiem nieźle.  Uspokoiłam ręce, nawet udało mi się nie popełniać tych samych błędów tak często, co dnia poprzedniego ;)
Jak to się mówi, z problemem trzeba się przespać.

Dodaję kilka zdjęć ze szkolenia:










Podsumowując, te dwa dni były dla mnie dobrym czasem, bardzo cieszę się, że mogłam uczestniczyć w tego typu wydarzeniu.
Co poniektórzy pewnie zapytają, co Daria Kobiernik na nas... bo można uznać, że jesteśmy dość "nietypowi" ;)
Może Was zaskoczę - nic ;)
Powiedziała, że może i jest mały, ale nie przeszkadza nam to w niczym.

Następnym jakże miłym wydarzeniem owych wakacji był wyjazd na zawody. Nasze drugie zawody, wcześniejsze zakończyły się lekką tragedią, dlatego tym razem pojechaliśmy 60 cm. Poszło nam bardzo dobrze, jestem naprawdę zadowolona i dumna.
Kuce poprzedniego dnia (Amor i Nikodem) przyjechały do stadniny Kopytko, bo tam odbywały się zawody, na noc. Dzień poprzedzający zawody kuce spędziły na zapoznaniu się z placem.

Przed zawodami trochę się stresowałam, ale ostatecznie nie dałam za wygraną, w końcu 60 można by się wstydzić... :)






A na dekorację razem z Agą wybiegłam tak, ponieważ nasze zmęczone kucynki wróciły sobie szybciej do domu.
Takim to dobrze... :)
żeby nie było - chód galopopodobny był.

















Pojechaliśmy w naszym nowym eskadronie, którego dostałam od Pauliny na urodziny <3
Konkretnie jest to Eskadron Neongreen. Na zdjęciu niżej:


Tym halowym akcentem wchodzę w kolejną część notki, kolejnego miłego wydarzenia w naszym kucyczym życiu. Mianowcie:

Zostaliśmy zaproszeni na oficjalni pokaz na Sopockim Hipodromie w ramach wyścigów! 

Było to niezwykłe wydarzenie, ponieważ zalewie 2 tygodnie wcześniej po pokazie Blanki Satory na CSIO*** stwierdziłam, że muszę pokazać tu Gapcia i na pewno to zrobię. Dostałam propozycję, wszystko się udało no i pojechaliśmy. Na Sopockim Hipodromie spędziliśmy cały dzień :)









 Nasz pokaz przedstawiał naturalne metody obchodzenia się z końmi, habituacje oraz sztuczki i elementy hiszpańskiej szkoły jazdy, takie jak stęp hiszpański, lewada i capriola.
Występowaliśmy pod "szyldem" Albino Team, stąd różowy klimat na zdjęciach.
Miałam pokazać jazdę na cordeo i halterze na Nikodemie, ale niestety, z powodu małego opóźnienia uciekło nam 5 minut, które miały być na niego przeznaczone i nie miał możliwości gwiazdorzenia ;).

W pewien sposób odbiliśmy to sobie jazdą na wielkiej, Hipodromowej hali z kwarcem tylko dla nas!
Również w klimacie naszego pokazu, czyli na cordeo :)


Był to wspaniały dzień, kuce, a zwłaszcza Gapcio, który czasem miewa humorki, nie zawiódł - jak zawsze, gdy wie, że zawieść nie może. 

Zostaliśmy nawet opisani na oficjalnej stronie Fundacji Pegasus, z której jest Gapcio :)

Poprzez występ na Hipodromie uzyskaliśmy możliwość darmowego startu w Zawodach bez Ogłowia, które odbędą się już w listopadzie na terenie Sopockiego obiektu.


Jeśli otrzymamy zgodę na start i sami będziemy czuli się na tyle silni, chętnie zmierzę się z tym wyzwaniem :D

Co prawda będzie to dość paradoksalne zdarzenie, ponieważ nasz ostatni start tam (już prawie) rok temu nie zakończył się... szczęśliwie.

C'est La Vie!

Następnym punktem naszej przygody były ostatnie zawody w Owczarni, z któgo również przywieźliśmy zadowolone minki. Startowaliśmy w klasie 60 i 80 cm, 80 poszło nam o niebo lepiej, co więcej, jestem bardzo zadowolona ze stylu pokonania parkuru.

Choć nie ukrywam, że parkur 60 był istną masakrą :D

Bo my... jesteśmy stworzeni do większych celów i już :) Niestety nie mam jeszcze zdjęć, jedynie jedno, z 60 cm.




Następnym celem naszej wakacyjnej przygody miał być wyjazd nad morze, czyli spełnienie moich marzeń, no wiecie, galop po plaży, wschodzące słoneczko i te sprawy. 
Niestety... dwa dni przed naszym wyjazdem Straż Miejska zakazała przyprowadzania jakichkolwiek zwierząt na plaże, do której mielibyśmy jednie... 10 minut drogi.
No super, ale ponownie powiem... C'est La Vie! ;)

Zdarzenie to jednak nie wykreśliło całkowicie naszych wyjazdowych planów, ponieważ w niedzielę udaliśmy się na nasze pierwsze Zawody Ujeżdżeniowe do Stajni Pegaz.
Co prawda jak to ja na samym początku zaliczyłam wtope, bo zapomniałam ubrać rękawiczek, ale ostatecznie udało się to jakoś wymazać z pamięci :D


No i... WYGRALIŚMY :)
Uzyskaliśmy 64,38 %. 







Jestem bardzo, bardzo dumna i muszę przyznać, że wspaniale było wczuć się w rolę pingwina, tym bardziej, że Nikodem jest bardzo zdolny w tej dziedzinie i chwyta za oko, jak się potem okazało, aż za bardzo, ponieważ pojawiło się już kilka ofert kupna.
Ja to mam szczęście co nie? Inni sobie mogą tylko pomarzyć :D


Niestety, to zaledwie szybki opis głównych rzeczy, które się wydarzyły, w których braliśmy udział. 
Przed nami jeszcze kilka tygodni, planujemy...
TRENING CROSSOWY :)

Bardzo się cieszę i nie mogę się doczekać.
Mam nadzieję, że zostanie jeszcze kilka przeszkód po zawodach... 
Dodam jeszcze kilka zdjęć, takich mega świeżynek, bo testowałam nowy obiektyw... konkretnie Nikkor 70-300. Bez autofokusa, więc będę musiała wyfocić swoje, by się nauczyć ;)







Na zakończenie mogę powiedzieć jedynie...

C'est La Vie!