piątek, 2 maja 2014

Rajd!

Także widzimy się już po rajdziku. Jestem wykończona!
Ale szczegóły już za chwile :-)

To co? Od początku?

Wyjazd był w czwartek, czyli wczoraj. Swoją drogą, wydawało mi się, że nie było nas co najmniej tydzień... 
Do stajni przyszłam ok. 10. Przygotowanie konia do drogi zajęło mi stosunkowo krótko. 
Do siodła przytwierdziłam płaszcz przeciwdeszczowy i butelkę z piciem. Jak? Sznurkami od balota! W końcu... w przyrodzie nic nie ginie, no nie? 
No i naturalnie cały potrzebny na drogę sprzęt. 




Zaczęło się. Droga była długa i pełna... emocji? 

Ze stajni wyjechaliśmy pięcioma końmi, po drodze dołączały do nas kolejne stajnie-grupki. 
Albo my do nich. 
Pierwszy postój był chyba najdłuższy. Konie pojadły trawy, my kanapki, czekając na kolejne konie.

Z każdą kolejno dojeżdżającą do nas grupą robiło się ciekawiej.
W końcu, gdy było nas już:

Czyli ponad 20 koni (choć sama nie wiem ile ich było o.o)
Na początku postanowiłam się trzymać na końcu, aczkolwiek kucyk raczej miał inną koncepcje... 
Więc wylądowaliśmy na początku :D
Kucyk spisał się na medal (y)


\Muszę powiedzieć, że taka ilość koni jednak na pojedynczą jednostkę to wrażenie NAPRAWDĘ ROBI. 
Nie miałam jakiś większych problemów z kucykiem, prócz nawalania wszystkich z zadu, no i ewentualnie
tych bryków po tym, jak całe stado zaczynało cisnąć... :D

W sumie tak ryzykownie było tylko raz, gdzie chłopak porządnie zaprezentował swój nastrój (y).

Mi i tak najbardziej podobał się moment, gdy wszyyyscy schodzili na koniach z takiej wielkiej góry, a ja... zeszłam sobie piechotką xD
No co!
Przezorny zawsze ubezpieczony. :D
Swoją drogą, Nikodem i Amor zyskali wielu fanów, byli wychwalani na każdym kroku (y).


Jestem z kucyka naprawdę bardzo zadowolona, że tak ładnie nad sobą panował. 

Po jakimś czasie moje plecy zdążyły się zorientować, że to nie jest ich ulubiona "pozycja", zaczęło trochę protestować, ale... co zrobisz? Dałam radę :D

Postoje uratowały mi życie :3
Wracając do drogi. Przebiegła pozytywnie! Ale szczerze nie pamiętam, by mi się ostatnio jakikolwiek planowany wyjazd nie podobał... :D

Dojechaliśmy wszyscy szczęśliwie do miejsca nocowania.
Kucyki stanęły sobie w jednym boksie, jak to nie raz już bywało i były bardzo zadowolone :)
Zostały wtarte, napojone.

My tym czasem zajęłyśmy się sobą.

Muszę przyznać, że nadchodząca noc trochę mnie przerażała, bo spać miałyśmy na... sianie.

Co oczywiście doszło do skutku. Nie były to hotelarskie wygody, ale zawsze to jakaś przygoda.
Całą noc słuchałyśmy o zaginionym śpiworze, który był pod głową właściciela... tak, była impreza :D

Spanie wyglądało tak:

Uwielbiam moment, w którym koń zajrzał mi kilkakrotnie do śpiwora, wąchając i liżąc mnie po twarzy...
Cezar (y).
Albo wtedy, gdy położyłam się spać, by to szybko minęło, budzę się, mówię "no, to połowa już na pewno za mną", a to minęło... PÓŁ GODZINY!!!
eh.
Do kucyków w nocy wstawałam chyba ze 3 razy. Punktualnie dostały też jedzonko. 

Droga powrotna minęła już naprawdę OK. Było wolno (prócz ciągłego caplowania), spokojnie i krótko.

W drodze powrotnej wymyślałyśmy sobie Challenge... xD

KTO ZROBI WIĘCEJ TAKTÓW KŁUSEM NA STOJĄCO?

W sumie nie mam już co opowiadać.
Podsumowując:
BYŁO SUPER :D
Po rajdzie przyszłam i dosłownie padłam... dobra no, może nie dosłownie, ale prawie. 

Teraz kucyki będą miały kilka dni wolnego i pielęgnacji kopyt.
Jutro, jeśli nam się uda, planujemy fajne zdjęcia :)

bywaj.

3 komentarze:

  1. Czekam na zdjęcia :)
    Fajnie, że rajd udany, zawsze chciałam pojechać ale nigdy nie ma jak...
    Czekam na następny wpis :D

    Dannie

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny blog będę wpadać :) Czekam na zdjęcia.
    Zapraszam na mojego http://siwka-konie-pasja.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń