Ale szczegóły już za chwile :-)
To co? Od początku?
Wyjazd był w czwartek, czyli wczoraj. Swoją drogą, wydawało mi się, że nie było nas co najmniej tydzień...
Do stajni przyszłam ok. 10. Przygotowanie konia do drogi zajęło mi stosunkowo krótko.
Do siodła przytwierdziłam płaszcz przeciwdeszczowy i butelkę z piciem. Jak? Sznurkami od balota! W końcu... w przyrodzie nic nie ginie, no nie?
No i naturalnie cały potrzebny na drogę sprzęt.
Zaczęło się. Droga była długa i pełna... emocji?
Ze stajni wyjechaliśmy pięcioma końmi, po drodze dołączały do nas kolejne stajnie-grupki.
Albo my do nich.
W końcu, gdy było nas już:
Czyli ponad 20 koni (choć sama nie wiem ile ich było o.o)
Na początku postanowiłam się trzymać na końcu, aczkolwiek kucyk raczej miał inną koncepcje...
Więc wylądowaliśmy na początku :D
Kucyk spisał się na medal (y)
\Muszę powiedzieć, że taka ilość koni jednak na pojedynczą jednostkę to wrażenie NAPRAWDĘ ROBI.
\Muszę powiedzieć, że taka ilość koni jednak na pojedynczą jednostkę to wrażenie NAPRAWDĘ ROBI.
Nie miałam jakiś większych problemów z kucykiem, prócz nawalania wszystkich z zadu, no i ewentualnie W sumie tak ryzykownie było tylko raz, gdzie chłopak porządnie zaprezentował swój nastrój (y).
Mi i tak najbardziej podobał się moment, gdy wszyyyscy schodzili na koniach z takiej wielkiej góry, a ja... zeszłam sobie piechotką xD
No co!
Przezorny zawsze ubezpieczony. :D
Swoją drogą, Nikodem i Amor zyskali wielu fanów, byli wychwalani na każdym kroku (y).
Jestem z kucyka naprawdę bardzo zadowolona, że tak ładnie nad sobą panował.
Po jakimś czasie moje plecy zdążyły się zorientować, że to nie jest ich ulubiona "pozycja", zaczęło trochę protestować, ale... co zrobisz? Dałam radę :D
Wracając do drogi. Przebiegła pozytywnie! Ale szczerze nie pamiętam, by mi się ostatnio jakikolwiek planowany wyjazd nie podobał... :D
Zostały wtarte, napojone.
My tym czasem zajęłyśmy się sobą.
Muszę przyznać, że nadchodząca noc trochę mnie przerażała, bo spać miałyśmy na... sianie.
Co oczywiście doszło do skutku. Nie były to hotelarskie wygody, ale zawsze to jakaś przygoda.
Całą noc słuchałyśmy o zaginionym śpiworze, który był pod głową właściciela... tak, była impreza :D
Spanie wyglądało tak:
Uwielbiam moment, w którym koń zajrzał mi kilkakrotnie do śpiwora, wąchając i liżąc mnie po twarzy...
Cezar (y).
Albo wtedy, gdy położyłam się spać, by to szybko minęło, budzę się, mówię "no, to połowa już na pewno za mną", a to minęło... PÓŁ GODZINY!!!
eh.
Do kucyków w nocy wstawałam chyba ze 3 razy. Punktualnie dostały też jedzonko.
W drodze powrotnej wymyślałyśmy sobie Challenge... xD
KTO ZROBI WIĘCEJ TAKTÓW KŁUSEM NA STOJĄCO?
W sumie nie mam już co opowiadać.
Podsumowując:
BYŁO SUPER :D
Po rajdzie przyszłam i dosłownie padłam... dobra no, może nie dosłownie, ale prawie.
Teraz kucyki będą miały kilka dni wolnego i pielęgnacji kopyt.
Jutro, jeśli nam się uda, planujemy fajne zdjęcia :)
bywaj.










Czekam na zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńFajnie, że rajd udany, zawsze chciałam pojechać ale nigdy nie ma jak...
Czekam na następny wpis :D
Dannie
:)
OdpowiedzUsuńBardzo fajny blog będę wpadać :) Czekam na zdjęcia.
OdpowiedzUsuńZapraszam na mojego http://siwka-konie-pasja.blog.pl/